To jedno z najczęściej powtarzanych zdań o floatingu – i brzmi jak marketingowa przesada. A jednak ma swoje uzasadnienie w tym, co dzieje się z mózgiem w kapsule. Wyjaśniamy, skąd to porównanie.
Mózg w trybie oszczędzania energii
Kiedy leżysz w kapsule, układ nerwowy przestaje przetwarzać większość bodźców, którymi zwykle jest zalewany. Nie ma dźwięków, światła, zmian temperatury ani grawitacji – roztwór soli Epsom unosi ciało bez wysiłku, a jego temperatura jest zbliżona do temperatury skóry, więc zaciera się granica między ciałem a roztworem.
W efekcie obciążenie mózgu spada o około 90%. Ciało nie musi już pilnować równowagi, mięśni, postawy, oddechu w napięciu. Energia, którą zwykle zużywa na obsługę otoczenia, idzie w regenerację.
Fale theta – stan między jawą a snem
W normalnym dniu mózg działa głównie na falach beta (skupienie, działanie) i alfa (rozluźnienie). Podczas głębokiego snu pojawiają się fale delta, a w fazach najgłębszej regeneracji i marzeń sennych – fale theta.
Floating wprowadza w stan theta na jawie. To ta sama częstotliwość, jaką osiągają zaawansowani medytujący po latach praktyki i którą rejestruje się podczas głębokiego snu REM. Mózg dostaje więc dostęp do trybu regeneracyjnego bez konieczności przesypiania kilku godzin. To jedna z najważniejszych korzyści floatingu.
Dlaczego akurat „cztery godziny"?
To uproszczenie, ale opiera się na obserwacji: 60 minut głębokiej regeneracji w kapsule daje organizmowi efekt zbliżony do tego, co dzieje się po kilku godzinach snu – obniża poziom kortyzolu, podnosi endorfiny, rozluźnia mięśnie i przywraca równowagę układu nerwowego. Wiele osób wychodzi z seansu z poczuciem wypoczęcia, jakby spało całą noc.
Floating nie zastąpi snu na stałe, ponieważ sen ma własne, niezastąpione funkcje. Ale w dniach, w których jesteś wyczerpany/a i potrzebujesz szybkiej regeneracji, godzina w kapsule potrafi zdziałać więcej niż drzemka.